Kandydaci z Różdżkami. Komentuje Maciej Wijatkowski

Maciej Wijatkowski
Za tydzień wybory, tradycyjnie więc w naszym, coraz piękniejszym mieście, przybywa ulotek i banerów, których ilość (już nie - liczba) niedługo przekroczy masę krytyczną. Niewiele jest rzetelnie informujących - wyraźnych w formie i treści, konkretnych i gramatycznych w przekazie, ale - coraz więcej. Pokonuję ostatnio minimum sto trzydzieści kilometrów dziennie ulicami Lublina i nie spotkałem jeszcze czegoś, co by mnie osłabiło. Jest poprawa?

Tytuł poniższych wynurzeń także wymaga dokładnego odczytania: nie chodzi o „różki”, choć niektórzy pewnie tak by to widzieli. Chodzi o czarodziejskie różdżki, z których pomocą pobożnie sobie życzący kandydaci pragną odmienić los prostaczków i swój, przy okazji. Skąd te różdżki wezmą - nie wiadomo, jak również nie wiadomo, skąd wezmą zgody i fundusze na swoje obietnice. Truizm? Jak najbardziej, ale to bezustannie działa i trudno to wytłumaczyć jedynie niskim procentażem masy tych, którzy rozumieją co się do nich mówi, a co gorsza - pisze.

Internet zakwitł zdjęciami „pomysłowych” pretendentów: z „żywym” sercem na dłoni (fuj!), upapranymi po łokcie, czy tak „sfotoszopionymi”, że pęka wrodzone poczucie estetyki okolicznych psów, które uciekają z wyciem. Lubelskie obrazki nie dostarczają - na razie - traumatycznych doznań, choć parę „kwiatków” można już wychwycić. Pewien kandydat kocha zwykłych ludzi. Znacie kogoś zwykłego? Ja - samych niezwykłych, bo do bycia przeciętnym nikt się nie przyzna. Zabawne bywają zestawienia obok siebie nazwisk, zwłaszcza pretendentów z konkurujących ugrupowań. Nie będę tu wymieniał konkretnych, ale uważam, na przykład, że nasza wspaniała Iwona Nabożna powinna mieć murowane miejsce obok każdego placu kościelnego.

Skoro już jesteśmy przy cudach: PiS już skutecznie nauczyło, że nawet jak nie ma - to jest. Jest i demokracja, i konstytucja, i pieniądze na kolejne „plusy”. Jak tu teraz, będąc kandydatem, nie naobiecywać „cudów na kiju”? Nigdzie nie dostrzegłem obietnic wybudowania metra, ale pewnie to kwestia rozwoju kampanii. W Rzeszowie, kandydat i wieloletni prezydent Ferenc obiecuje napowietrzną kolej jednoszynową. Kto w to uwierzy!? Ja. Koszt wybudowania linii takiej kolejki nieznacznie przewyższa koszt linii tramwajowej, a sunie toto i nad parkiem, i nad wodą, dostarczając nie tylko pasażerów, ale i niezapomnianych wrażeń. Oczyma duszy widzę siebie w napowietrznym wagoniku, na trasie z mojej kochanej LSM - na Czechów, nad UMCS, Ogrodem Saskim, Aleją Solidarności... To nie są mrzonki, wiele takich kolejek funkcjonuje z sukcesami w wielu miastach Europy. To kwestia likwidacji zaścianka, z którego trzeba wygonić umysły lublinian. Nie traktujmy wyborczych anonsów jak śmieci. Mówią wiele o kandydatach.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

K
Krzyś
Trafny felieton Panie Maćku. Ale jak to zmienić na naszej lubelszczyżnie. Wszyscy równamy do słabszego a nie do lepszego.
Dodaj ogłoszenie