Kryzys jeszcze nabiera prędkości

Redakcja
Z analitykiem finansowym, autorem bestselleru "Financial Armageddon" Michaelem Panznerem rozmawia Tomasz Pompowski

Prezydenci najbogatszych państw i Rosji pośrednio ogłosili wczoraj w czasie szczytu we Włoszech koniec kryzysu gospodarczego. Stwierdzili, że rządy powinny wycofywać się z pakietów stymulacyjnych, bo jest tak dobrze. Czy Pan też tak uważa?

Ironia tej decyzji sprowadza się do tego, że politycy mogą postępować właściwie, ale w złym celu. Tę decyzję podyktowały rynki, a nie długofalowe plany gospodarcze. Inwestorzy są zaniepokojeni wzrostem zadłużenia tych krajów i perspektywą dodrukowywania pieniędzy. A głównym elementem pakietu stymulacyjnego było właśnie wprowadzenie większej ilości pieniądza na rynek. Bowiem do dziś banki, mimo udzielonych im gwarancjom, nie przyznają kredytów. Sytuacja zatem się komplikuje. Bowiem wzrost zaniepokojenia inwestorów stanowiłby poważne ryzyko dla ich gospodarek. Szefowie G8 doskonale zdają sobie z tego sprawę. Jest to raczej więc znak, że realne jest ryzyko globalnej hiperinflacji.

Ale z L' Aquili wiało optymizmem w związku z nadzieją końca kryzysu

Ten optymizm nie jest nieuzasadniony.

Mimo że eksperci Międzynarodowego Funduszu Walutowego twierdzą, iż w przyszłym roku nastąpi wzrost nawet do poziomu 2,5 proc.? MFW twierdzi, że gospodarkę światową pociągną Chiny i Indie, które będą rozwijać się szybciej, niż dotychczas sądzono. Te właśnie prognozy IMF spowodowały, że szefowie grupy G8 zaryzykowali stwierdzenie, że kryzys zaczyna się od nas oddalać.

Najprawdopodobniej półmetek kryzysu już za nami. Załamanie gospodarcze, które miało miejsce jesienią ubiegłego roku, było punktem kulminacyjnym. Jednak to nie jest jeszcze koniec. Będziemy widzieć jeszcze wiele mniejszych i większych katastrof. Niektóre właśnie mają miejsce w Europie. Zadłużenie Łotwy osłabia szwedzką koronę. Mimo że bank centralny rezerwami broni łata, to jednak inwestorzy wątpią, czy znajdzie się wola polityczna do przeprowadzenia drakońskich cięć w budżecie. A zatem przed nami realny scenariusz katastrofy, który spowoduje upadek waluty łotewskiej. I większość ekspertów, z którymi rozmawiałem, uważa, że jest tylko kwestią czasu, kiedy nastąpi upadek Łotwy. Wówczas reszta Europa pogrąży się w poważniejszym kryzysie. Bo jeśli nastąpi załamanie waluty na Łotwie, to będzie tak na Litwie i w Estonii. Reperkusje będą też odczuwalne w Bułgarii i Rumunii. Wielu analityków uważa, że najgorsze jeszcze wciąż przed Europą Środkową - zwłaszcza kryzys bankowy.

To jak Pan skomentuje fakt, że niektóre waluty krajów wschodnioeuropejskich się wzmacniają? Dotyczy to zwłaszcza złotego, ale także forinta i w mniejszym stopniu czeskiej korony?

Dla inwestorów są ważne pewne informacje, które z punktu widzenia długofalowego rozwoju gospodarczego nie grają tak istotnej roli. I tak właśnie teraz złoty zyskał ponieważ polski rząd ogłosił, że w przyszłym roku rozpocznie wchodzenie do strefy euro. Wyraźnie taka wiadomość wzbudziła optymizm inwestorów. Z drugiej strony rządy zdają sobie sprawę, że jeśli nie dostarczą informacji rynkowi, wówczas muszą się liczyć z kosztem. W ostatnich kilku miesiącach tę tendencję można było zobaczyć tutaj na giełdzie nowojorskiej. Te spółki, które dostarczały wystarczająco dużo informacji o sobie, mogły liczyć na zainteresowanie kupnem swoich akcji.

Co Pan przez to rozumie?

Prawdziwe ryzyko polega na tym, że przybędzie rozgniewanych ludzi na swoje rządy. Już wiadomo, że będą demonstracje po zapowiedziach podwyżek podatków. Ludzie nie chcą płacić rządom więcej za mniejszy, gorszej jakości zakres usług. Taki będzie skutek cięć budżetowych, które będą musiały przeprowadzić wszystkie rządy. Bezrobocie rośnie. Tutaj w Stanach Zjednoczonych wielu analityków uważa, że 9 proc., o których informuje rząd, to liczba bardzo zaniżona. Istnieją analizy, które mówią o 16 proc. bezrobocia. A zatem depresja wciąż trwa. A teraz czeka nas hiperinflacja, ponieważ jeśli zostaną podwyższone podatki, by móc spłacić deficyt, kolejne miejsca pracy przestaną istnieć.

Czy to też nie jest ironia, że przed szczytem G8 doradczyni ds. ekonomicznych prezydenta Baracka Obamy mówiła o konieczności przygotowania kolejnego pakietu stymulacyjnego? Rzeczywiście tak jest. Ale to także dowód powszechnego zamieszania: jedni eksperci mówią, że można się zadłużać, inni, że deficyt nie gra roli. Wydaje mi się, że niestety politycy nie informują ludzi o prawdziwej sytuacji gospodarczej. A mediom trudno zdobyć wiarygodne informacje.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na kurierlubelski.pl Kurier Lubelski
Dodaj ogłoszenie