Przedwyborczy dźwięk cymbałków

Maciej Wijatkowski
Cymbały to duży i skomplikowany instrument strunowy, na którym gra wymaga talentu, nauki i wielu lat ćwiczeń. Mianem „cymbałek” określono kiedyś zestaw metalowych płytek różnej grubości i długości, wydających dzięki temu różne dźwięki pozwalające wygrywać melodie. Jak to w życiu bywa, nazwy instrumentów podobne, lecz wymagane umiejętności - daleko różne. Wszędzie dążymy do ułatwień, ale nie znaczy to, że uproszczone jest tożsame z wzorcem.

Co mają cymbałki do wyborów? Wiele, jeśli popatrzeć szerzej. „Cymbały” to także określenie ludzi, których poziomu intelektualnego nie stawialibyśmy za wzór, „cymbałki” to dopuszczalne, pieszczotliwe zdrobnienie, ale tu akurat nie chodzi o wstępną ocenę niektórych kandydatów - byłoby to banalne i prostackie. Chodzi o nonszalancję, z jaką niektórzy kandydaci podchodzą do wyborczego procesu.

Na deptaku Krakowskiego Przedmieścia od dłuższego czasu przesiaduje pani, która próbuje zarabiać na przeżycie udając grę na prostych, dziecięcych cymbałkach. „Udając”, bo monotonnie uderza w tylko dwie lub trzy płytki. Nie wiem, jakie osiąga rezultaty finansowe, życzę jak najlepszych, ale obserwuję reakcje przechodniów i pracujących dokoła. Jedni i drudzy nie wydają się być specjalnie poruszeni wydarzeniem artystycznym, ale jego oddźwięk jednak nieco zastanawia. Przechodnie mijają ławeczkę szybko i obojętnie, pracujący równie szybko przyzwyczajają się do monotonii dźwięków, traktując ją jako element tła. Gdzie efekty? W kubeczku cymbalistki. Pod koniec dnia pojawia się tam całkiem spora kupka monet.

W tym miejscu pora na wysnucie analogii do wyborów: kandydaci, proweniencji obojętnej, wydają się podobnie traktować swoich wyborców. Powtarzalnie i monotonnie serwują stosy ulotkowych śmieci, bannerowych potworków estetycznych i sztampowych happeningów. Nikt nie sili się na innowacje, tak modne w dzisiejszym polityczno-gospodarczym slangu. Traktują wyborców jak cymbałki, w które wystarczy uderzyć, a co któryś zareaguje wrzuceniem głosu.

Efekty? Podobne jak w przypadku pani cymbalistki: wielkość zysku oceni sie po poznaniu pełnej zawartości urn, ale zysk niewątpliwie jest! Wyborcy przecież pójdą głosować i wybiorą. Kogo, to już tutaj rzecz druga, choć w ogólnym rozrachunku najważniejsza. Istotne jest, że banalne i dobrze znane środki - puste obietnice, kalendarzyki z portretami, kawa i herbata na ulicach, czy dopychanie skrzynek pocztowych stosami ulotek, których nikt nie czyta przed wyrzuceniem, pozwalają osiągnąć cel i niezłe grosze osobistego zarobku. Nie wszystkim, to prawda, ale jednak. Nie trzeba wykazywać się wirtuozerią w grze, wystarczy uderzać w te same płytki cymbałków.

Ale czy to jest sztuka? Zastanówmy się przed wrzuceniem.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie