Wspólnota żywych i umarłych

Katarzyna Lewandowska
Śmierć i zmarli nie wpisują się w nasze czasy. Żyjemy w dogmacie piękna i młodości. W rezultacie dorosłym nie wypada o tym mówić, a już nie daj Boże dzieciom. Jeszcze nie tak dawno udział najmłodszych w pogrzebie babci czy dziadka był czymś naturalnym. Dziś niektórzy przekonują, że dzieci nie powinny uczestniczyć w takich uroczystościach, bo to dla nich zbyt traumatyczne przeżycia.

Strach przed śmiercią towarzyszył ludziom od zawsze. Wcześniej jednak nasi antenaci starali się oswajać z przemijaniem i kresem życia. Budowali cmentarze przy kościołach, szpitalach, ale zawsze w obrębie murów miejskich. To świadczyło o jakiejś wspólnocie żywych i umarłych, próbie zrozumienia tego, co jest, ale i tego, co nieuchronnie nastąpi. Około XVIII wieku postrzeganie śmierci zaczęło się zmieniać. Cmentarze zaczęto budować na obrzeżach miast, wspólnota żywych i umarłych przestała istnieć. Śmierć kojarzona jeszcze do niedawna jako naturalny proces, stała się smutnym zjawiskiem, utożsamiana wyłącznie z żalem i bólem.

I w takim przekonaniu żyjemy dzisiaj. Z roku na rok coraz bardziej. Choć wokół umierają ludzie, dalsi i bliżsi, nam wciąż się wydaje, że to nas nie dotyczy. Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny tylko na chwilę wybudzają nas z tego letargu.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie