Z Heidelbergu

Mariusz Świetlicki
Strajk kontrolerów lotów we Frankfurcie wprowadził lekki niepokój. Całe szczęście, samoloty z Warszawy były obsługiwane na bieżąco i podróż przebiegła sprawnie. Jesteśmy w firmie u naszych dostawców maszyn.

Pierwsze spostrzeżenie - smutne oczy przedstawiciela handlowego, który obsługuje rynek grecki. Spotykamy go na korytarzu i widzimy, jak z zazdrością patrzy na naszego opiekuna, sprawującego pieczę nad rynkiem polskim. Jeszcze 10 lat temu Polska była postrzegana jako egzotyczny handlowo kraj, do którego prawdopodobnie nigdy nie będzie się sprzedawać znacznej ilości nowoczesnych maszyn. Dziś jesteśmy jednym z największych odbiorców w Europie.

Drugie spostrzeżenie - jestem w Heidelbergu po raz kolejny i zawsze ceniłem profesjonalne przygotowanie gospodarzy do wizyty. Pod tym względem nic się nie zmienia. Wszystko jest dopięte na ostatni guzik i zgodne z harmonogramem. Zmienia się za to sposób traktowania gości z Polski. Jeszcze kilka lat temu byliśmy przyjmowani grzecznie, ale bez zbytniego zaangażowania. Dziś wszyscy się niezmiernie starają, widząc nasze możliwości finansowe i gospodarcze.

Trzecie spostrzeżenie - mały zgrzyt. Wciąż Niemcy jeszcze się nie nauczyli, że między nimi a Rosją znajduje się Polska. Na dużej mapie prezentowanej w siedzibie firmy, z zaznaczonymi oddziałami na świecie, Polska jest białą plamą, choć ilość maszyn sprzedawanych do naszego kraju jest większa niż do Rosji. Gdy zwróciliśmy na to uwagę naszemu gospodarzowi, lekko się zmieszał i jestem pewien, że następnym razem już mapa będzie poprawiona.

Czwarte spostrzeżenie - Heidelberg to miasto niezmiernie przypominające Lublin. Piękna starówka z długim deptakiem, który żyje dzięki masom studentów. Jest to stare uniwersyteckie miasto, pełne barów, klubów i księgarni. Zasadnicza różnica dotyczy jedynie temperatury. Jest tu ewidentnie cieplej i mimo że to dopiero pierwsze dni marca, zapełniają się już ogródki ustawione na deptaku.

I refleksja na koniec. Jeśli chcemy, aby nas szanowano w świecie, to droga do tego nie prowadzi przez nasze żądania lepszego traktowania i przypominania innym o naszej świetności. Decyduje o tym siła gospodarcza. Będąc dobrymi partnerami handlowymi, stajemy się jednocześnie mile widzianymi gośćmi.

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

o
olo
Największą karierę w Polsce robi się drwiąc z polskości, szczując na patriotów. O nawoływaczach do wyrzekania się polskości nie wspomnę. Stajemy się prywatnym folwarkiem, nie nowoczesnym państwem. Jak te rzady utrzymają się jeszcze kilka lat, to nawet nazwę kraju zmienią.
P
PropaGanda
To o czym pan pisze poznałem z autopsji 23 lata temu będąc nie przedstawicielem handlowym, a gastarbeiterem...

Przecież od nas samych zależy jak nas widzą i traktują w każdym miejscu, w którym się znajdziemy.

Jak pan tam był i o tę białą plamę na mapie pytał, to nie padło czasem w drugą stronę pytanie jak to jest, że kolej RP jest najbardziej niebezpieczna w całej UE?

Nie padło w pana kierunku pytanie co powoduje, że największą migracyjną grupą narodowościową w Heidelbergu są pańscy rodacy?

Zapytali może pana w Heidelbergu co spowodowało, że ponad 250 tysięcy pana rodaków zawiesiło w ostatnim okresie działalnośc gospodarczą, w kraju zwanym przez propagandzistów "zieloną wyspą"?

Mam cichą nadzieję, że następnym razem mimo wszystko napisze pan o Islandii...
g
gada
W pełni podzielam Pański pogląd.
W siłę polskiej gospodarki uwierzę jednak, gdy w prasie brytyjskiej , amerykańskiej lub izraelskiej będzie się pisać nie o polskich obozach koncentracyjnych, ale o niemieckich
h
hh
Prawie na miarę odkrycia Ameryki...Że siła gospodarcza, inaczej mówiąc ilość kasy, ma decydujące znaczenie w tym, jak nas inni postrzegają i czy w ogóle chcą nas znać, a niekoniecznie nasze takie czy inne "zasługi", martyrologia, wrodzona dobroć i inne już dawno wyświadczone komuś "przysługi", za które ktoś niekoniecznie czuje sie zobowiązany okazywać wdzięczność...
Brawo, panie publicysto!
Całe zycie człowiek sie uczy...Jak to mówią...
Dodaj ogłoszenie