„Zdziadziałem. I to dla mnie wielka przyjemność”. Prof. Andrzej Kidyba świętuje 40-lecie pracy naukowej

Piotr Nowak
Piotr Nowak
Prof. Andrzej Kidyba jest prawnikiem, wykładowcą UMCS i specjalistą od prawa handlowego
Prof. Andrzej Kidyba jest prawnikiem, wykładowcą UMCS i specjalistą od prawa handlowego mat. nadesłane
- Ponad 10 tysięcy przeegzaminowanych studentów, ponad 900 seminarzystów, dziesiątki książek, setki publikacji - tak ostatnie 40 lat swojej działalności naukowej podsumowuje prof. Andrzej Kidyba, prawnik i wykładowca UMCS. W rozmowie z Kurierem surowo ocenia polską naukę i sposób tworzenia prawa.

Jest pan specjalistą od prawa handlowego. Pracę naukową rozpoczął pan na początku lat 80. na UMCS. Jak wyglądały początki?
To były szare lata. Poprzedzone zrywem Solidarności. Porozumienia sierpniowe przeżyłem na saksach w Niemczech. Przypadkowi ludzie na ulicach widzieli polską rejestrację mojego malucha, zaczepiali mnie i gratulowali. Miałem propozycje pozostania, skorzystania z zasiłku, znalezienia pracy, ale z niej nie skorzystałem. Byłem po czwartym roku studiów i szkoda mi było zdobytej wiedzy. Wróciłem do kraju. Nie żałuję tej decyzji.

Polska wyglądała wtedy zupełnie inaczej niż Zachód.
Wszystko było siermiężne. Począwszy od artykułów pisanych na maszynie, aż po ograniczoną liczbę wydawnictw, w których można było publikować. To były trudne czasy, ale możliwość realnej pracy naukowej była dużo większa niż obecnie. Dziś mamy pozoranctwo, punktozę, wyścig. Coś, co z prawdziwą nauką nie ma nic wspólnego. Trzydzieści lat temu opublikowałem np. artykuł pt. „Zakaz dokonywania czynności prawnych z »samym sobą« w jednoosobowej spółce z ograniczoną odpowiedzialnością”. Pisałem go dwa lata. Dziś zostałbym wcześniej zwolniony z uniwersytetu. A przecież tworzenie wymaga czasu. Lata 80. były trudne do życia, ale była praca zespołowa, pisało się obok siebie doktoraty, habilitacje, dyskutowało się, wymieniało poglądy, poznawało się wielkich uczonych. Dzisiaj to wygląda inaczej i boję się, że to wszystko spsiało. Kocham psy, ale myślę, że to określenie oddaje istotę problemu. Na uczelniach mamy wyścig nie wiadomo po co, powstają artykuły których nikt nie czyta. Do niczego dobrego nas to nie doprowadzi.

A jak pan ocenia stanowione w prawo?
Prawo sięga dna. Dna sięgnął sposób tworzenia prawa, przypadkowość, bardzo słabe przygotowanie osób, które stanowią przepisy, zamówienia polityczne na ustawy. Ustawy, nad którymi trzeba dyskutować miesiącami powstają w jedną noc. Byle szybciej. Nie ma możliwości, żeby to były dobre akty prawne. Wszyscy płacimy za to cenę. Zły przepis wcześniej czy później nas dosięgnie. Smutne jest to, że politycy posługują się w tym prawnikami, a my dajemy się wykorzystywać tworząc wrażenie, że wszystko można uzasadnić. Nie wszystko. Na samym końcu jest wstyd.

W czwartek świętuje pan jubileusz 40-lecia pracy naukowej. Odbędzie się też konferencja „Sto lat polskiego prawa handlowego”. Co wydarzyło się w ciągu tych stu lat?
Najpierw odpowiedzmy sobie na pytanie: czym jest prawo handlowe? To jest prawo stosunków gospodarczych, relacji między przedsiębiorcami, prawo biznesu. Wszyscy mamy z nim do czynienia na co dzień. Po okresie zaborów na terenie obecnej Polski funkcjonowało kilka systemów prawnych. Po odzyskaniu niepodległości prawodawcy wykonali tytaniczną pracę, żeby zunifikować nieraz skrajnie różne systemy. Prawo tworzyli tytani myśli prawniczej, doskonale wykształceni. W PRL prawo handlowe było w zaniku. Rozbłysło znowu w latach 90. Ale realia były zupełnie inne niż 70 lat wcześniej. Za tworzenie prawa odpowiadały osoby, które mogły poznać inne systemy prawne na stypendiach zagranicznych. Dzięki tym doświadczeniom np. w 1988 r. napisaliśmy w Lublinie pierwszy podręcznik prawa spółek. Pojawiła się pewna grupa osób dysponująca teoretycznym przygotowaniem do zmian. Po przełomie, kiedy pojawiło się zapotrzebowanie na tworzenie dobrego prawa, byliśmy gotowi. To pomogło nam przejść z ustroju socjalistycznego w kapitalizm. Nie oznacza to końca pracy, bo prawo nadal trzeba udoskonalać.

Z okazji jubileusz wychowankowie i koledzy wręczą panu okolicznościowe księgi. Jak pan podsumuje cztery ostatnie dekady?
Dla mnie ten czas to ponad 10 tysięcy przeegzaminowanych studentów, ponad 900 seminarzystów, dziesiątki książek, setki publikacji – po prostu ciężka praca. Uważam, że najważniejsze jednak jest wychowanie następców. Gdyby ich nie było, to i tej uroczystości by nie było. Nie jest ona moim pomysłem tylko wychowanków, już profesorów. Moi wychowankowie, dzisiaj profesorowie, mają swoich doktorów. To dla mnie znak, że zdziadziałem. Jestem dziadkiem naukowym. I to dla mnie wielka przyjemność. I najwspanialszy efekt tych 40 lat.

Jubileusz uczczą konferencją
Z okazji 40-lecia pracy naukowej prof. dr. hab. Andrzeja Kidyby w Lubelskim Centrum Konferencyjnym odbędzie się konferencja naukowa „Sto lat polskiego prawa handlowego”. Następnie profesorowi zostanie wręczona Księga Jubileuszowa. Uroczystość odbędzie się w czwartek o godz. 12.

Czytaj także

Galerie handlowe otwarte od 1 lutego?

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

D
Dziękujemy UMCS !

Szkoda że teraz wpadliście na tak absurdalny pomysł jak studia online ..... katastrofa dla budżetu Lublina i lublinian....

Dodaj ogłoszenie