Zdziwienie normalnością

Jan Pleszczyński
W środę trzy razy dałem się zaskoczyć. Po raz pierwszy na bardzo nieprzyjemnym i niebezpiecznym przejściu dla pieszych na ulicy Nadbystrzyckiej. Po raz drugi na Narutowicza. A trzeci raz na ulicy Królewskiej. Gdy tylko zbliżałem się do krawężnika nadjeżdżający samochód się zatrzymywał. W gruncie rzeczy nie musiałbym nawet zwalniać kroku, żeby przejść. Ale ja i tak z przyzwyczajenia za każdym razem stawałem w miejscu i pięć razy patrzyłem w lewo i w prawo zanim odważyłem się wkroczyć na jezdnię. Dopiero potem pomyślałem: czy to nie dziwne, że zaskakuje mnie normalne zachowanie?

Chyba jednak nie, bo na co dzień spotykam się zwykle z zupełnie innym. Opowiem tylko jedną historię, też z ostatnich dni. Wstyd się przyznać - przejechałem duże skrzyżowanie na czerwonym świetle.

Było już dobrze po dziewiątej wieczorem, ruch niewielki. Jechałem dwupasmówką, powiedzmy, nieco ponad 50 kilometrów na godzinę. Tuż za mną samochód. Ani nie wyprzedza, choć ma wolny cały lewy pas, ani nie zwiększa odstępu. Zbliżamy się do świateł, zielone pali się już dość długo, więc na pewno zaraz będzie zmiana.

Lekko zwalniam. On też. Kiedy jestem 30 metrów od skrzyżowania, zapala się żółte. Sto razy spokojnie bym się zatrzymał, ale tamten dosłownie siedzi mi na zderzaku. Więc gaz, wjeżdżam już na czerwonym, on oczywiście za mną. A zaraz za skrzyżowaniem zmienia pas na lewy i tyle go widziałem. Na szczęście było kompletnie pusto. Kiedy spotykam się z tego rodzaju sytuacjami - a spotykam prawie każdego dnia, zwykle jako przypadkowy obserwator - zastanawiam się, skąd w ludziach tyle głupoty. Bo już nawet nie chodzi o jakiś poważny wypadek, ale o zwykłą stłuczkę. Kłopoty, policja, formalności, ubezpieczenia, naprawa samochodu. Bezsensowna strata czasu.

A może to brak elementarnej kindersztuby? Niektórzy po prostu nie wiedzą, że jazda w obszarze zabudowanym 100 kilometrów na godzinę, wyprzedzanie rowerzysty w odległości 30 centymetrów, parkowanie na kopertach dla niepełnosprawnych i tak dalej, to nie jest kwestia mandatu, a jak nie złapią nic się nie dzieje. To jest po prostu czyste buractwo.

Nie wiedzą, bo widocznie nikt im nie powiedział.


Nasze serwisy:
Serwis gospodarczy - Wybierz Lublin
Serwis turystyczny - Perły i Perełki Lubelszczyzny
Serwis dla fanów spottingu i lotnictwa - Samoloty nad Lubelszczyzną
Miasto widziane z samolotu - Lublin z lotu ptaka
Nasze filmy - Puls Polski


Codziennie rano najświeższe informacje z Lublina i okolic na Twoją skrzynkę mailową.
Zapisz się do newslettera!

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

P
Praktyk-wałęsa
Wyczytałem z tego że w dużym stopniu sprowokował Pana do takiego zachowania
kierowca jadący za Panem.
Ja mam ''swój''sposób na takich kierowców (jest ich dużo)
Nie przyspieszając włączam kierunkowskaz-w prawo-
w tym czasie ;;proszę Boga''aby ów pojazd mnie wyprzedził a kiedy już
mnie wyprzedzi -WTEDY-RADOŚĆ WIELKA (bo był to DEBIL)-kierujący
przeważnie BMW
24h
to wysiadła by z niego grupa smutnych panów, z próbą ruszenia na zielonym już dwoma autami. Są w Lublinie takie sytuacje, szczególnie jak młody chłopaczek jedzie świetnym autem.
K
Kierowiec
"Więc gaz, wjeżdżam już na czerwonym, on oczywiście za mną"

Mniemam, że był mniej doświadczony i postanowił naśladować kogoś z być może większym stażem, a na pewno osobę opublicznie znaną. Jak znam życie, to będzie teraz jeżdził z przekonaniem, że można, a nawet trzeba przekraczać skrzyzowanie na czerwonym świetle, bo skoro czyni tak jeden z najbardziej znanych publicystów nad Bystrzycą...
Dodaj ogłoszenie