22 godziny szalonego pościgu przez pół Europy. W aucie dwie zakładniczki z bronią przy głowie

Krzysztof Załuski
Informacja o szaleńczym pościgu za bandytami  znalazła się na pierwszej stronie „Kuriera” 4 kwietnia 2002 roku
Informacja o szaleńczym pościgu za bandytami znalazła się na pierwszej stronie „Kuriera” 4 kwietnia 2002 roku
22 godziny trwał najdłuższy policyjny pościg w Polsce. Zaczął się w Niemczech, a zakończył na Ukrainie. Bandyci z zakładniczkami jechali przez Lubelszczyznę z szaleńczą prędkością nawet 170 km/h, do tego z bronią przystawioną do głowy niewinnych kobiet.

Był kwietniowy pogodny poranek 2002 roku. Nic nie zapowiadało, że tego dnia mieszkańcy Lublina będą świadkami dramatycznych zdarzeń, o których po południu informowały już wszystkie media. Ale po kolei.

Około godz. 9 w kierunku miasta - od strony Warszawy - zbliżała się niecodzienna kawalkada samochodów. Z przodu - z dużą prędkością - jechał seat na niemieckich numerach rejestracyjnych. Za nim radiowozy na sygnałach. Przygodnym świadkom zdarzenia przez myśl nie przeszło, że był to prawdopodobnie jeden z najdłuższych policyjnych pościgów, jaki miał miejsce w Polsce, a być może i na świecie. W sumie trwał aż 22 godziny. Zaczął się już kilkanaście godzin wcześniej na terenie Niemiec. Ani tamtejsza policja, ani polska nie zdecydowały się zatrzymać uciekającego seata, ponieważ w środku znajdowały się dwie zakładniczki.

Zdążyliśmy zrobić zdjęcie, gdy jadący srebrnym seatem bandyci zatrzymali się na czerwonym świetle
Zdążyliśmy zrobić zdjęcie, gdy jadący srebrnym seatem bandyci zatrzymali się na czerwonym świetle

Historia z pościgiem zaczęła się dzień wcześniej, 3 kwietnia w niewielkiej miejscowości Wrestedt koło Hamburga. To tutaj trzech uzbrojonych bandytów napadło na bank. Sterroryzowali pracowników i zbiegli z gotówką - 240 tys. euro. Zabrali ze sobą dwie zakładniczki w wieku 25 i 39 lat. Wcześniej ukradli samochód. Był to seat ibiza na numerach rejestracyjnych z Marburga. Kilkanaście minut po napadzie na miejscu pojawił się pierwszy radiowóz. Napastnicy byli jeszcze w środku. Na widok policjantów wyciągnęli broń. Jeden z nich wycelował w głowę kobiety. Funkcjonariusze pozwolili im wsiąść do samochodu. W środku siedziała już druga zakładniczka.

Sprawcami napadu na bank w Niemczech byli rosyjscy emigranci. Grafika pokazuje trasę ich ucieczki
Sprawcami napadu na bank w Niemczech byli rosyjscy emigranci. Grafika pokazuje trasę ich ucieczki

Niemieccy policjanci jechali za nimi aż do granicy, którą bandyci po północy przekroczyli we Frankfurcie. Dalej eskortowała ich już polska policja. Ucieczkę porywaczy obserwowali cały czas funkcjonariusze w śmigłowcu i konwojujących seata radiowozach. W Radomiu uciekinierzy oddali kilka strzałów w powietrze. Miało to być ostrzeżenie dla policji, że przy każdej próbie odbicia zakładników gotowi są strzelać.

Pod Lublinem zorganizowano fikcyjne roboty drogowe, które miały zmusić porywaczy do wolniejszej jazdy. Tak też się stało. Seat wolno przejechał obok stojącego na poboczu radiowozu. Wtedy jeden z porywaczy - na widok siedzących w nim policjantów - przystawił ponownie zakładniczce pistolet do głowy.

Sytuacja stawała się coraz bardziej dramatyczna. Porywacze mogli w każdej chwili użyć broni. Byli zdesperowani i zmęczeni już pościgiem, w którym brało udział wiele radiowozów. Prowadzący akcję nie chcieli, żeby pościg przebiegał przez centrum Lublina, gdzie ulice były wąskie i kręte. Aby uniemożliwić wjazd w kierunku centrum, zablokowano tirem al. Warszawską na wysokości al. Solidarności. Udało się. Seat skręcił w kierunku Zamku. Wszystko przebiegało zgodnie z planem, kiedy kierowca seata nagle zawrócił na pasie zieleni przed ul. Kompozytorów Polskich i ruszył z powrotem w kierunku Warszawy. Powód? Kierowca zauważył, że cztery pasy ruchu są zablokowane przez samochody.

- Być może obawiał się, że postój w korku może spowodować interwencję policji albo po prostu zabłądził - tłumaczyli potem policjanci. Manewr ten powtórzył dwukrotnie, żeby ostatecznie pojechać ul. Sikorskiego w kierunku Kraśnika. Na al. Kraśnickiej seat omal nie staranował taksówki. Na Poczekajce jeszcze raz zawrócił i ostatecznie udało się wyjechać na trasę w kierunku Piask. Nigdzie nie było żadnych blokad. Lubelska policja wysłała na trasę przejazdu siedem radiowozów. Dwa pojechały z kolumną aż do Dorohuska. Przez Lubelszczyznę mknęli z prędkością przekraczającą miejscami 170 km na godzinę. Po drodze nie ma żadnej policyjnej blokady. Większość kierowców nie zdawało sobie sprawy, że jadą obok groźnych, uzbrojonych przestępców. W trakcie pościgu srebrny seat nagle skręcił na stację paliw w Bystrzejowicach.

Było to jedyne tankowanie tego samochodu na całej trasie ucieczki, liczącej ponad tysiąc kilometrów. Niektórzy żartowali, że nagłośnienie brawurowej ucieczki było darmową reklamą dla tej marki samochodu.

Jedyne tankowanie samochodu na całej trasie ucieczki
Jedyne tankowanie samochodu na całej trasie ucieczki

Porywacze nie wyszli z auta. Siedzieli zamaskowani w środku. Paliwo tankowała jedna z kobiet. Kiedy skończyła, rzuciła się nagle za dystrybutor. Porywacze na szczęście nie zareagowali. Być może bali się strzelaniny na stacji. Zakładniczka podbiegła szybko w kierunku policyjnego passata. Otworzyła błyskawicznie drzwi. Była uratowana. Seat po chwili z piskiem opon ruszył w kierunku Piask.

Tymczasem uwolniona kobieta szlochała w radiowozie jak małe dziecko. Trudno ją było zrozumieć.

- Pierwsze pytanie, jakie zadała, to czy jesteśmy ukraińskimi policjantami - wspomina jeden z policjantów, który brał udział w tej akcji. - Gdy odparłem, że jesteśmy w Polsce, to zaczęła jeszcze bardziej płakać. W pewnej chwili nie byłem w stanie jej uspokoić. Dostała od lekarza zastrzyk uspokajający.

W drodze do Lublina kobieta poprosiła, żeby zadzwonić do jej matki oraz do banku, że jest cała i zdrowa. Wciąż martwiła się o swoją koleżanką. Obawiała się o jej życie.

Przed południem seat wjechał na terytorium Ukrainy. Jeszcze w Piaskach nie było wiadomo, gdzie uciekinierzy zdecydują się przekroczyć granicę. Kiedy skręcili w kierunku Chełma, było wiadomo, że chodzi o Dorohusk. Natychmiast wstrzymano tam odprawy podróżnych. Postanowiono zapewnić bandytom i ich eskorcie bezpieczny przejazd. Tak też się stało i cała kolumna bez przeszkód i z dużą prędkością przejechała przez most graniczny na Ukrainę. Z eskortujących bandytów samochodów wkrótce dziewięć, w tym cztery z grupami antyterrorystycznymi, wróciły na polską stronę. Zawrócił także monitorujący sytuację z powietrza policyjny śmigłowiec „Kania”.

Tu pościg się zakończył. Samochód zatrzymał się za Łuckiem. Stanął na poboczu. Porywacze uwolnili drugą kobietę i się poddali.
Sprawcy, którymi okazali się rosyjscy emigranci mieli od 23 do 26 lat. Cztery miesiące po napadzie usłyszeli już wyroki: od sześciu do ośmiu lat więzienia. Co ciekawe, niemiecki sąd zaliczył zatrzymanym trzymiesięczny pobyt w ukraińskim areszcie jako półroczny, argumentując że „pobyt za kratkami na Ukrainie jest dużo cięższy niż w Niemczech”.

Pomysłodawca napadu Artur F. tłumaczył w sądzie, że potrzebował pieniędzy na spłatę długu. Był hazardzistą. Nie mógł spłacić długów, bo stracił też pracę. Był magazynierem.

Uprowadzone kobiety - zakładniczki już następnego dnia były w domu, dokąd zostały przetransportowane helikopterem. Przez długi czas pozostawały jednak pod opieką psychologa.

Czytaj nasz nowy letni cykl „Kroniki Kryminale 1957-2020"

Masakra w kamienicy przy 3 Maja. Zatłukł rodziców młotkiem, ...

- Pomimo kradzieży nie jesteśmy pozbawieni relikwii. W trzech relikwiarzach przechowywanych w świątyni znajdują się małe fragmenty Krzyża Świętego. Dwa to drzazgi, które odpadły od dużego fragmentu podczas czyszczenia. Trzecia trafiła do nas z Holandii. Została nam przekazana na wieść o kradzieży - wyjaśnia przeor lubelskich dominikanów.

„Świętokradztwo!”, „Pięćdziesiąt milionów nagrody”. Cała Pol...

Czerniejów dziś, grób dzieci

Dzieciobójstwo w Czerniejowie. Od makabrycznego odkrycia min...

Kazimierz Dolny: ta tragedia nadal budzi emocje. Trzynaścior...

W swoich czasie „Ciolo” uchodził za jednego z najgroźniejszych polskich przestępców. Za kilka zabójstw i brutalny napad na dom w Markach w 1993 r. został skazany na wieloletnie więzienie

Lata 90. Lublin jak Chicago. Haracze, strzelaniny, bomby - g...

Dopłaty do cen energii

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie