70-lecie Motoru Lublin. Paweł Maziarz: Lublin to moje miasto, a Motor to mój klub

Marcin Puka
Archiwum
Paweł Maziarz przez całą karierę związany był z Motorem Lublin. Pomocnik z żółto-biało-niebieskimi wywalczył m.in. awans na zaplecze ekstraklasy. - Myślę, że gdyby wtedy warunki do gry w piłkę w Motorze były lepsze, to mieliśmy skład na to, żeby powalczyć o ekstraklasę. A tak, ekstraklasa pozostała jedynie w sferze marzeń - wspomina.

Jesteś wychowankiem Motoru Lublin i co rzadko się zdarza w tych czasach, przez całą karierę byłeś związany z żółto-biało-niebieskimi. Wiedziałeś, że w Motorze będziesz grał przez tyle lat?
Kiedy zaczynałem przygodę z piłką nożną, Motor był w czwartej lidze i raczej nie walczył o awans. Mimo to nie wyobrażałem sobie kontynuowania tej przygody w innej drużynie. Pamiętam, że po powrocie z Mistrzostw Polski Juniorów w Krakowie w jednej z gazet udzieliłem wywiadu, w którym powiedziałem, ze chciałbym z Motorem awansować przynajmniej do drugiej ligi, obecnie pierwszej. I to mi się udało

Pewnie były propozycje z innych klubów, ale koniec końców ich nie przyjąłeś. Dlaczego?
Co do propozycji to były jakieś, ale to jeszcze z czasów gry w juniorach. Potem już tylko od klubów z regionu, ale nie byłem zainteresowany zmianą zespołu.

Lublin to moje miasto, a Motor to mój klub. Tutaj się urodziłem, uczyłem i tutaj założyłem rodzinę. Nie wyobrażam sobie życia w innym miejscu.

Jak trafiłeś do Motoru, który w tym roku świętuje 70-lecie? Któremu trenerowi zawdzięczasz najwięcej?
Na pierwszy trening zaprowadził mnie tata, który od małego zabierał mnie na mecze pierwszej drużyny i który jako pierwszy uczył mnie gry w piłkę. Moim pierwszym trenerem klubowym był nieżyjący już Waldemar Stefański. Potem szkolił mnie Waldemar Fiuta, który zrobił ze mnie kapitana drużyny. W juniorach ponownie wzrastałem pod skrzydłami trenera Stefańskiego. I to właśnie tym dwóm trenerom i tacie zawdzięczam najwięcej. Pokazali mi jak piękny jest to sport, ale również ilu wyrzeczeń i pracy wymaga.

Czytaj także

Największym sukcesem chyba był awans na zaplecze krajowej elity? Jak wspominasz te czasy? A czego nie udało się osiągnąć podczas gry w Motorze?
Rzeczywiście w seniorskiej piłce największym sukcesem był awans na zaplecze ekstraklasy. Myślę, że zrobiliśmy to wbrew oczekiwaniom, ponieważ nie byliśmy faworytem do awansu z uwagi na problemy finansowe. To był niesamowity czas, kiedy z jednej strony mogliśmy się mierzyć z bardzo dobrymi drużynami na fajnych stadionach, a z drugiej strony klub borykał się z dużymi problemami finansowymi. Myślę, że gdyby wtedy warunki do gry w piłkę w Motorze były lepsze, to mieliśmy skład na to, żeby powalczyć o ekstraklasę. A tak, ekstraklasa pozostała jedynie w sferze marzeń.

Liczyłeś swoje występy w Motorze. Nieoficjalnie wychodzi około 400 spotkań o punkty.
Cieszę się, że dane mi było zagrać tyle meczów w barwach Motoru. Powiem więcej, jestem dumny z tego, że byłem częścią tej drużyny, a w niektórych meczach nawet kapitanem.

Z pewnością grałbyś dłużej, ale musiałeś przedwcześnie zakończyć przygodę z piłką nożną z powodu kontuzji. Jesteś zły, że potoczyło się to tak, a nie inaczej?
Niestety kontuzja odniesiona podczas meczu z Wartą Poznań uniemożliwiła mi dalsze kontynuowanie przygody z futbolem i pokazała, ze czas na nowe wyzwania. Klub zalegał mi wówczas z wypłatą wynagrodzenia za pięć miesięcy, a na moją prośbę o przedłużenie kontraktu na sześć miesięcy na czas trwania rehabilitacji celem otrzymania stypendium z miasta w kwocie 600 zł poinformowano mnie, że nie ma takiej opcji.

Gdyby nie kibice, którzy zorganizowali zrzutkę na moją operację i rehabilitację, nie byłoby mnie stać na powrót do zdrowia. Dlatego z tego miejsca raz jeszcze im dziękuję za pomoc.

Kibice podkreślają, że zawsze grałeś na swoim poziomie, miałeś boiskowy charakter. Jak odbierasz te słowa?
Bardzo milo mi słyszeć takie słowa. Myślę, że duży wpływ na to miało moje podejście do tego sportu i przeświadczenie, że na pierwszym miejscu jest dobro drużyny. Moim zdaniem w mojej grze można było zauważyć, że to właśnie drużyna i jej potrzeby są na pierwszym miejscu. W każdym meczu pokazywałem ciężką pracę i charakter. Myślę również, że nasza gra mogła się podobać kibicom. Z mojej strony mogę jedynie podziękować kibicom za wsparcie, które nam okazywali i powiedzieć im, że do końca życia pozostaną mi wspomnienia ze wspólnej celebracji wygranych meczów, czy też świętowanie awansu na Placu Litewskim. Tego nie kupi się za wszystkie pieniądze świata.

Piłkarze teraz grają na nowoczesnej Arenie Lublin. Pojawiasz się na meczach twoich następców?
Żałuję, że nie dane mi było zagrać na Arenie. Na Al. Zygmuntowskich przeżyłem jednak wiele pięknych chwil i właśnie radość z tego jest większa niż żal z powodu braku możliwości gry na Arenie. Teraz sporadycznie pojawiam się na meczach pierwszej drużyny, jednak trochę przykro się ogląda zespół, w którym na takim szczeblu rozgrywek gra tak mało wychowanków. Myślę, że właśnie tu leży problem, bo za moich czasów w drużynie połowa to byli wychowankowie albo chłopcy z regionu, którzy grali w klubie nie tylko dla pieniędzy. Liczę jednak, że to się zmieni, a w tym roku Motor awansuje do drugiej ligi, co jest celem minimum dla takiego klubu i miasta. Mam nadzieję również, że wkrótce będzie nam dane zobaczyć ekstraklasę na Arenie i to nie w wykonaniu piłkarzy z Łęcznej.

Gdy awansowaliście do drugiej ligi, to większość składu stanowili wychowankowie Motoru. Co istotne, wielu z was zadbało o wykształcenie, co z pewnością sprawiło, że po zawieszeniu butów na kołku, łatwiej było wam się przystosować do nowych realiów?
Dzięki temu, że większość z nas zadbała o wykształcenie, po zakończeniu przygody mogliśmy płynniej wejść na rynek pracy. Dziękuję za to władzom klubu i trenerom, ponieważ trzeba przyznać, że nie robili nam problemów i patrzyli ze zrozumieniem na nasze wysiłki naukowe. Jednocześnie wymagało to od nas dużej dyscypliny i wielu wyrzeczeń. Dzięki temu skończyłem prawo i aplikację, a obecnie pracuję w sądzie. Pozdrawiam wszystkich kibiców Motoru i życzę im oraz sobie końca pandemii koronawirusa i powrotu do normalności, awansu do drugiej ligi, a następnie do ekstraklasy.

Sport przeniósł się do internetu

Wideo

Materiał oryginalny:

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Jumbo ma szacunek bo nie jest najemnikiem!!!!!

G
Gość

Jumbo ma szacunek u kibiców Motoru. Forever.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3