MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Kijów. Reportaż wojenny Dmytro Antoniuka. Część 8

Dmytro Antoniuk
Początek kwietnia 2022 r., Kijów i znowu Podole: wśród zabytków starożytności.

1 kwietnia, wieczór w mojej dzielnicy w Kijowie. Wychodzę na spacer przed godziną policyjną. Nie widziałem tego miejsca takim nawet na początku pandemii Covid dwa lata temu: zupełnie opustoszałe ulice w półmroku, niebieska mgła, zamknięte i zaśmiecone liśćmi wejście do metra, rzadkie światła w oknach. Wszystko to robi przygnębiające wrażenie. Ale z drugiej strony nie słyszę strzelaniny, jak to było podczas wszystkich poprzednich wizyt tutaj. W ciągu godziny marszu spotykam tylko dwie osoby. Od czasu do czasu do głowy wkradają się głupie myśli o wrogich sabotażystach, którzy mogą cię tu zabić tylko dla zabawy. Ale napięcie łagodzi kilka kotów, które wydają się mieszkać w dużej rodzinie pod jednym z ganków. Widać, że ludzie je tu karmią, a futrzaki nie uciekają ode mnie.

Kolejne dni spędzam znowu w trasie. Zabieram rodziców do Kamieńca na kilka dni, aby wrócić z żoną do Kijowa. Jedziemy do wsi Noskowce w obwodzie winnickim. Częściowo zachował się tu na wpół spalony pałac Potockich, który pod koniec XIX wieku zmuszeni byli sprzedać rosyjskim właścicielom ziemskim. Skoro tu jestem, chcę zaktualizować moje zdjęcia podobnych miejsc do ewentualnego przedruku mojej książki o polskich rezydencjach, którą planowałem opublikować akurat w tym roku.

Już w Kamieńcu mam takie zachodzące słońce, że wystawiony na głośne szczekanie podwórkowych i ulicznych psów, pobiegłem fotografować polskie folwarki, katolickie fasady z katedrą św. Piotra i Pawła, franciszkanów i wszystkie inne klasztory w pomarańczowych promieniach „złotej godziny”. O dziwo, w poprzednich podróżach nie byłem w tych ładnych, wąskich uliczkach sektora prywatnego z domami, gdzie na elewacjach ozdobne wielobarwne kafelki wskazują na wpływy sąsiedniej Mołdawii i Bukowiny, gdzie ludzie uwielbiają wszystko, co barwne. Myślę sobie, że chciałbym tu zamieszkać, a na pewno miałabym mieć na domu taką płytkę, która bawiłaby się w słońcu o zachodzie.

Następnego dnia cała rodzina jedzie na krótką wycieczkę do twierdzy Chocim. Nigdy w niej jeszcze nie był ani mój ojciec, ani mama żony. Tutaj też zwraca uwagę prawie pusty duży parking, który zawsze był całkowicie wypełniony samochodami. Opowiadam rodzicom historię warowni i widzę, że słucha mnie inna rodzina. Zapoznaję się. Pochodzą z Charkowa. Nie mają już mieszkania - zbombardowane. Co dalej - nie wiedzą. Mężczyzna, kobieta i dwoje dzieci. Staram się opowiadać i pokazywać tak, żeby choć na chwilę zapomnieli o swoim nieszczęściu.

Tata jest bardzo zadowolony z twierdzy. Bardzo się cieszę, że mogłem mu pokazać tę perłę. Zawsze chciałem podróżować z tatą i wydaje się, że marzenie się spełniło, ale nie do końca podróżujemy z własnej woli…

7-8 kwietnia 2022, Irpin, Horenka, Hostomel: oczy nie wierzą w to, co widzą

Znowu w Kijowie. Całą rodziną i mam nadzieję, że nie będziemy musieli stąd więcej uciekać. Oficjalne media podają, że obwody kijowski i czernihowski zostały już całkowicie wyzwolone. Aż nie mogę w to uwierzyć. Do niedawna słyszałem strzały i widziałem pożary z balkonu mojego domu. Teraz cisza. A ta cisza jest dziwnie przerażająca. Do kanonady już się przyzwyczailiśmy.

Żona wciąż boi się być w Kijowie. Wydaje się, że wszystko jest nadal takie samo, ale alarmy przeciwlotnicze i zaklejone okna sprawiają, że wracasz do rzeczywistości ze swojego maleńkiego mikrokosmosu.

Wieczorem idziemy na spacer pod dom. Nie ma już przygnębiającej mgły, na ulicach jest trochę więcej ludzi, ale wciąż bardzo mało oświetlonych okien. Na jednym ze skrzyżowań widzimy świeży krzyż „wyrastający” z ziemi. Grób? Zbliżamy się. Na krzyżu znajduje się zdjęcie putina, jego rok urodzenia i podpis „zdechł w 2022 roku”. Daj Boże, żeby tak się stało.

Muszę jechać do Irpienia, Buczy, Hostomela. W niewytłumaczalny sposób pociąga mnie to i nie podoba mi się to pragnienie oglądania horrorów. Nie potrafię sobie tego wyjaśnić. Władze twierdzą, że miasta są zamknięte, trwa rozminowywanie, a w okolicznych lasach łapie się moskali, którzy zostali po prostu porzuceni podczas ucieczki. Ale mimo to jadę do Romanówki, gdzie był most do Irpienia. Przed mostem stoi kilka samochodów - dalej nie ma przejazdu. Droga, domy, cerkiew - wszystko po wybuchach min wroga zniszczone do szpiku kości. Pod płotami znajdują się wózki rzucane przez uciekających przed ostrzałem. Gdzieś tutaj zginęła cała rodzina, z wyjątkiem mężczyzny, który się trochę spóźnił i nie dostał się pod ostrzał. Oto ten okaleczony, rozdarty most. Tuż przed oczami pojawia się marcowe zdjęcie setek cywilów z dziećmi i zwierzętami stojącymi pod nim, czekającymi aż ustanie ostrzał. Na środku rzeki, na ruinach mostu leży przewrócony samochód. Przechodzę na drugą stronę i idę na most. Jest wiele spalonych lub ostrzelanych samochodów, które ludzie porzucili chowając się pod mostem. Niektóre są bez kół – szabrownicy niestety już zadziałali… Nieco dalej – zepsuta stacja benzynowa z przewróconym samochodem w wyniku eksplozji. Wypadały z niego naprędce zebrane rzeczy: ubrania, buty, karma dla zwierząt. Widzę dużo zniszczonych, drogich samochodów. Może ludzie oszczędzali na nie przez całe życie…

Mój przyjaciel M. i ja jesteśmy w Horence pod Kijowem. Przejeżdżamy przez Puszcza-Wodycę, gdzie 23 lutego wraz z córką znalazłem cudownego szczeniaka w drodze ze źródła. To piękna stara podmiejska dzielnica kijowskich domów letniskowych. Tu są wspaniałe dwory z początku XX wieku. Na szczęście znane mi domy są nienaruszone, ale niektóre budynki zostały zniszczone przez eksplozje. Jedziemy do sąsiedniej Horenki. Naprawdę tu bieda. Tyle domów zniszczonych, wszystko okaleczone. Wróg tu nie przybył, ale bez przerwy chaotycznie strzelał do tej wioski, nie zważając na cywili. Poznajemy starszą panią Irinę, która opowiada o tym, jak poleciały tu wrogie pociski. Jeden z nich wystaje prosto z asfaltu. Pamiętamy, że niebezpiecznie jest tu chodzić i patrzymy na każdy nasz krok. Babcia stoi przy jednym z domów. Podchodzę, witam się, pytam, czy czegoś nie potrzebuje. „Leki. Różne. Od żołądka. Mój mąż leży, cierpi na dolegliwości żołądkowe. Wolontariusze już tu byli. Obiecali przynieść lekarstwa, ale nikt nie wrócił”. Zapisuję nazwy leków i obiecuję samemu sobie, że przyniosę je tej babci. Naprzeciwko jej domu znajduje się sąsiedni, spalony. Ogień w dziwny sposób nie rozprzestrzenił się na jej dom.

Są tu same ruiny. Nie ma nic: nie ma światła, nie ma gazu, nie ma wody. W niektórych miejscach są pojedyncze osoby, które przeżyły te okropności i teraz naprawiają dachy lub wybite okna. Mijamy ogromny magazyn firmy Kuhne&Nagel, spalony i zniszczony wybuchami. Widziałem coś takiego tylko w filmach. Lecz i tam takiego zniszczenia nie pokazywali. Wyjeżdżamy na resztki mostu na rzece Irpień w Hostomelu. Jedna część jest całkowicie zniszczona, druga bardzo się ugina, ale samochody przed nami mają odwagę nim jechać. Ze strachem, mocno przekrzywiamy się na bok, ale przejeżdżamy przez ten most. Zaczyna się centralna część Hostomela, który „orkowie” zajęli jako pierwsi, zrzucając tutaj desant. Zniszczenie, pożary, chaos. Chcę obejrzeć dom mojego przyjaciela, jego mieszkanie zniszczone pociskiem wroga. Ale na drodze są saperzy i nikomu nie wolno dalej iść. W pobliżu jest w połowie zniszczony pożarem kwartał domków, tak zwanych town-hausów. Śliczne niegdyś, dwupiętrowe domy z małymi ogródkami. Nawet nazwa tej ulicy jest Malownicza. Połowa budynków spłonęła, wszystkie inne zostały „wypatroszone”. Widać, że wybito tu drzwi i okna, niektóre rzeczy wynoszono. Na jednym z podwórek stoją zabawki, przez zniszczone okna na ścianach widać śmieszne obrazki z kotami… Boli patrzeć na to. Z jednego, mniej więcej całego domu, wychodzi mężczyzna. Mieszkał tutaj i udało mu się wyjechać z rodziną. Widzę przez okno jego córkę patrzącą na nas. Dajemy mu papierosa. Mówi: „Wyjęli drzwi i okradli dom. Nasi maruderzy byli tu po „orkach”. Ale mamy szczęście, żyjemy. Widzisz na początku ten dom spłonął. Stoi na podwórku zniszczone Porsche. Mieszkało tam młode małżeństwo. Podczas pożaru kobieta udusiła się dymem, a jej mąż oszalał.”

Trudno nam tu cokolwiek powiedzieć. Nie da się tego zrozumieć. Jak w XXI wieku cała armia może niszczyć cywilów, ich mienie, ich godność, tylko dlatego, że ci ludzie nie chcą być posłuszni najeźdźcom? Czy to wszystko jest prawdziwe?! Czy ożywają te wszystkie okropne wspomnienia Niemców, Polaków, Litwinów, a nawet Ukraińców z zachodniej Ukrainy, gdzie przybyli sowieccy żołnierze, aby ich „wyzwolić”? Dużo ich czytałem. Ale tutaj ludzie powtarzają świadectwa z tych książek bez ich czytania…

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Euro 2024: STUDIO-EURO ODC-3 PRZED MECZEM POLSKA - AUSTRIA

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na kurierlubelski.pl Kurier Lubelski